Kasi lagun – Katarzyna Perka

W połowie kwietnia Internet oszalał na punkcie „krakowskiego laguna”. Mieszkanka Krakowa wezwała na pomoc Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, gdyż zauważyła, że na pobliskim drzewie, znajduje się egzotyczne zwierzę, przypominające „laguna” (czyżby chodziło o legwana?). Wezwane wsparcie przybyło. Po bliższym zbadaniu sprawy fachowcy zauważyli, iż podejrzane stworzenie siedzące na drzewie, to w rzeczywistości sporych rozmiarów francuski rogalik zwany croissantem! Miłośnicy „memów” przez kilka dni mieli niezły ubaw. Kiedy usłyszałam w radio o tym zdarzeniu najpierw zarechotałam pod nosem, że kobietka tak się wkręciła, ale już chwilę później moja pamięć wydobyła z odmętów zakurzonych wspomnień jedno, które kazało mi się zastanowić nad tym, czy aby na pewno powinnam wyśmiewać Panią z Krakowa. Bo jeśli istnieje ktoś, kto przynajmniej raz w życiu nie spotkał swojego osobistego laguna, niech pierwszy rzuci croissantem! 

Mam 16 lat i nie przeczuwam tego, co wkrótce się wydarzy. Mój stwór nie siedzi na gałęzi, nikogo nie straszy, ale łypie swoim chytrym okiem obserwując weselników. Właśnie uczestniczę w rodzinnych zaślubinach. Przypadł mi w udziale zaszczyt siedzenia przy stole Państwa Młodych, więc czuję się wyróżniona i onieśmielona jednocześnie. Staram się odnaleźć w sytuacji, ale mimo to jestem trochę spięta i lekko zawstydzona. Nie ma przy mnie rodziców – siedzą gdzieś dalej. Nadrabiam miną, powtarzając sobie w myślach, że trzeba się umieć odnaleźć w każdych okolicznościach. W sumie zabawa jest przednia – między „Gorzka wódka” i „Sto lat” wznoszone są toasty, a sprawne jak pszczółki kelnerki serwują kolejne pyszne dania. Właśnie jedna z nich podchodzi do mnie i wręcza mi talerz pełen aromatycznego bigosu (jak ja kocham bigos!), za co uprzejmie jej dziękuję i uśmiechnięta zabieram się do pałaszowania. Nagle, po kilku machnięciach widelcem, zwalniam ruchy i zauważam, że w ciągu kilku minut, mimo woli, stałam się główną bohaterką jakiejś sceny, którą wszyscy przy moim stole obserwują z uśmiechem. Jeszcze nie wiem o co im chodzi, ale już widzę, że coś jest nie tak. Rozglądam się kolejno po twarzach i próbuję z nich coś wyczytać. Ale jedyne co dostrzegam to fakt, że tylko ja dostałam bigos. „Pewnie mi zazdroszczą” – myślę, nadal próbując znaleźć rozsądne wyjaśnienie zdarzenia. W tym samym momencie kieruję wzrok na gości przy stoliku obok i widzę, że tam wszyscy jedzą ciepły bigos. Dlaczego u nas dali go tylko mnie?? I nagle olśnienie, po którym marzę, żeby znaleźć się w mysiej norze! Przecież kelnerka podała mi ten talerz pełen bigosu, żebym nałożyła sobie troszkę i podała go innym, a ja przywłaszczyłam sobie wspólny półmisek! To dopiero Kasi lagun! Widzę to, co mi się wydaje, a nie to, co jest! Moja rzeczywistość całkowicie rozmija się z faktami i jestem tym faktem – to niepodważalny fakt – całkowicie zszokowana. Konsternacja na mojej twarzy (która przybiera kolor purpury), wybuch śmiechu oskubanych z bigosu towarzyszy, następnie żarty i wesołe przytyki – to obrazy z następnych minut. Kelnerka przynosi do naszego stolika kolejną miskę bigosu, ale tym razem już bacznie jej pilnują oczy pozostałych gości, co daje początek nowej fali humoru. Do rodzinnego kanonu dowcipu na długie lata wchodzi anegdota o moim ulubionym daniu weselnym. 

Nic nie poradzę – naprawdę nie widziałam „miski dla wszystkich”, dostrzegłam „talerz dla Kasi”. To nie łakomstwo, nie samolubność, tylko beztroska, połączona z brakiem rzeczowej oceny sytuacji w danym momencie. Myślę, że w życiu jest podobnie i że chyba każdy przeżył sytuację, w której postrzegał rzeczywistość inaczej niż faktycznie się ona prezentowała. A jeśli jeszcze nie spotkała Cię taka okoliczność – miej się na baczności – wszystko przed Tobą 😉.

W Krakowie z tej wesołej pomyłki już wyszło dużo dobrego, bo właśnie powstają gadżety z podobizną laguna, ze sprzedaży których zyski zasilą konto Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. W moim przypadku całe zdarzenie okazało się po prostu lekcją życia – nauczyłam się, że nie ma takiej gafy, której nie da się udźwignąć (choć czasem kosztuje to dużo purpury na policzkach) i że bigosem trzeba się dzielić, zwłaszcza na weselu i szczególnie z Młodą Parą. Więc: „Nie śmiej się dziadku….” 😉

Serdecznie Was pozdrawiam,

Kasia

Udostępnij: