Jestem dzieckiem – Katarzyna Perka

Urodziłam się dnia 8 stycznia wiele lat temu. Podobno byłam „najładniejszym noworodkiem na oddziale”, wg. słów położnej, która odbierała poród. Tak mówi mama. Mój mąż twierdzi, że pewnie położna powtarzała to wszystkim kobietom, żeby sprawić im przyjemność, ale ja wolę wierzyć, że naprawdę byłam tak ładna. Szkoda, że z czasem troszkę mi przeszło 😉.

Zgodnie z zeznaniami mamy, byłam dzieckiem grzecznym. Ładnie jadłam, chętnie spałam i  potrafiłam się sobą zająć. Myślę, że te cechy zostały mi do dziś, z tym, że w dzieciństwie były zaletami, a teraz muszę nad nimi „pracować”, zwłaszcza nad jedzeniem i spaniem. Potrafiłam się bardzo długo bawić w łóżeczku łyżkami, aż zaniepokojona mama zaglądała ukradkiem sprawdzając, czy u mnie wszystko w porządku. A u mnie było bardzo w porządku: nakarmiona, zadowolona, dookoła cisza, spokój i moje łyżki, które się mnie słuchały – panowałam nad sytuacją.

Problemy pojawiły się wtedy, gdy okazało się, że mamą muszę się podzielić – na świat przyszło rodzeństwo. Mamie przybyło obowiązków, a małej Kasi – wyzwań. Musiałam walczyć o uwagę mamy, o swoje zabawki, a także o zabawki nie swoje, którymi chciałam się pobawić, a które należały do rodzeństwa. Na szczęście byłam najstarsza. Nie mówię, że korzystałam z prawa siły, ale z prawa sprytu już tak. W efekcie zjadałam swoją czekoladę, a potem jeszcze sprytnie korzystając z dobrego serca młodszej siostry, miałam dostęp do jej zapasów, „ukrytych na później”. Teraz wiem, że to nie było ładne zachowanie, ale wtedy widziałam tylko upragnioną słodką tabliczkę. Ponieważ z czasem okazało się, że rodzeństwo to nie tylko konieczność dzielenia się mamą i czekoladą siostry, ale też wiele miłych rzeczy, zaakceptowałam sytuację i nauczyłam się skupiać na pozytywach. A tych nie brakowało. Zabawa z dzieciakami na podwórku przed blokiem, robi się chłodno, bluza w domu, kto ją zniesie, jeśli nie przekupiony jakimś argumentem młodszy brat? Inna sytuacja – w kuchennej szafce były cukierki, które potem tajemniczo znikają. Rodzice prowadzą przesłuchanie w tej sprawie – jak lepiej z tego wybrnąć niż rozkładając winę na całe dziecięce domowe stado? Środek nocy, wielka burza, błyskawice co chwilę rozjaśniają ciemność, ziemia aż dudni od piorunów – do kogo wparować pod kołdrę, jak nie do siostry? W takich chwilach nie ma znaczenia, że prawie utopiła mojego chomika w misce makaronu na mleku – wyjęła go z akwarium zanim wróciłam ze szkoły, a że akurat jadła, to jej wpadł. Maskując dowody zbrodni suszyła mu futerko suszarką (biedny chomik), żebym się nie zorientowała. Udało jej się, choć zastanawiałam się tego dnia, czy nie jest mu duszno w akwarium, skoro ma takie „spocone” futerko. Nie wiem na ile to zdarzenie miało wpływ na to, że ten konkretny chomik żył prawie 5 lat! Był to fakt zaskakujący nawet dla naszego weterynarza. Kamikadze, które z niego potajemnie zrobiła moja siostra, nie bało się niczego, nawet żyć dłużej niż Google przewiduje. 

Od tamtych wydarzeń minęło wiele wiosen. A ja nadal często czuję się dzieckiem. Potrafię upierać się, obrażać, bawić, zachwycać jak dziecko, a czasami także jak dziecko potrafię się bać. Lubię ten dziecięcy aspekt mojego życia, z jego zaletami i wadami. To dzięki niemu ostatnio syn nauczył mnie obsługiwać wypalarkę do drewna. Teraz umiem tworzyć wzorki, dzięki którym drewniane „odpadki” i „ścinki” awansują na moje „dzieła sztuki”. Bardzo polecam – niezwykle relaksujące zajęcie, a zapach drewna przy wypalaniu jest nieporównywalny z niczym innym. Podoba mi się, że kiedy się tym zajmuję, zapominam o całym świecie – zero obowiązków, zero „muszę”, żadnych „powinnam”. Głowa odpoczywa. Jestem wtedy „tu i teraz”. Jak dziecko. 

Myślę, że za mało jest w naszym zabieganym życiu momentów, kiedy potrafimy się zachowywać „jak dziecko” i nie mam na myśli padania z płaczem na podłogę, w sklepie, żeby wymusić na mężu zakupu ślicznej, nowej, „niezbędnej” do dalszego życia torebki, ale beztroskie zatopienie się w chwili, dążenie z uporem osła do tego, na czym nam zależy, szybkie zapominanie o przykrościach, posiadanie marzeń, pielęgnowanie wyobraźni. Takie proste rzeczy, które ładują nasze wewnętrzne akumulatory zasilające ciało i ducha. Dlatego bez wstydu mówię, że mimo, iż przekroczyłam Rubikon i znalazłam się w grupie „ryczące czterdziestki” są chwile, że jestem dzieckiem. I potrafię to docenić. A Ty? Jesteś czasem dzieckiem?

Jeśli odpowiedź jest pozytywna – przyjmij moje najserdeczniejsze życzenia – 1 czerwca to Dzień Dziecka. Z tej okazji życzę Ci umiejętności cieszenia się małym, marzenia o wielkim, patrzenia z wyobraźnią i wybaczania bez rozpamiętywania. 

Pamiętaj  – nie daj skrzywdzić swojego „wewnętrznego Dziecka” – jak lwica walczy o swoje młode, tak Ty broń Dziecka w sobie – przed innymi i przed sobą. Dbaj o Nie, pielęgnuj, rozpieszczaj, wychowuj, otocz troską i uwagą. Uwierz mi – Ono jest tego warte!

A dziś kup dobrego lizaka 😊 Ono będzie zachwycone.

Serdecznie Cię pozdrawiam,

Kasia

Udostępnij: