Kobieta w butach – Katarzyna Perka

Grom z jasnego nieba – tak odebrałam słowa, które usłyszałam. A że miałam akurat słabszy dzień i zadziorny nastrój, błyskawice w moich oczach oświetliły pół osiedla. Wszystko dlatego, że „ktoś” w bliskim otoczeniu pozwolił sobie nieopatrznie na sugestię dotyczącą (rzekomo!) niewłaściwych proporcji między ilością moich nóg i posiadanych par butów. Ponieważ jestem głęboko przekonana, że każda sztuka mojego obuwia jest mi potrzebna, nie mogłam milczeć – musiałam podnieść rękawice. I tak rozpoczęłam „trep-gate” – akcję prostowania błędnych przekonań męża na temat nadmiaru damskiego obuwia w naszym mieszkaniu. Postanowiłam sprawdzić jak sytuacja wygląda u innych ludzi. W tym celu zrobiłam „research”, czyli mówiąc po polsku, wywiad. Moi respondenci to koleżanki i koledzy z pracy. Założenie było proste – zadaję jedno pytanie i po podsumowaniu odpowiedzi mam jasność jak wyglądają buciane realia. Pytanie w pierwotnym założeniu brzmiało: „Ile masz par butów?”. Ponieważ nikt nie odpowiedział na nie od razu i stanowiło ono jedynie wstęp do procesu przypominania sobie „ile to ich może być”, po czym następowało liczenie, a ostateczna odpowiedź wciąż nie była w pełni wiarygodna i kończyła się słowem „chyba”, postanowiłam zmienić formułę i teraz zadawałam pytanie: „Czy wiesz ile masz par butów?”. Najczęściej jako pierwsze słyszałam szybkie: „Nie”. A po chwili okazywało się, że dla mężczyzn to jest wartość policzalna i podejmowali trud ustalenia tej niewiadomej, a kobiety ze zdziwioną miną pytały: „Ale w pracy, czy w pracy i w domu razem?”. Po czym okazywało się, że jest ich ponad sto. Przeciętna wartość to w przypadku pań 50 par. Panowie średnio dochodzili do około 20. Wielu z moich respondentów podczas badania odczuwało zdziwienie. Tak było w przypadku Moniki. Jej pierwsza odpowiedź brzmiała: „Wiesz Kasia, ja pod tym względem nie mam problemu, mam mało butów”. Po czym zaczęłyśmy je przeliczać i kiedy doszło do 30 par Monia uznała, że jest ich więcej niż sądziła. Ja też się zdziwiłam kiedy policzyłam swoje. A Ty? Ile masz par butów? 😊

Wywiady na potrzeby niniejszego felietonu były przesycone dobrą energią, dużo w nich było śmiechu, anegdot, wspomnień. Stanowiły doskonałą okazję do rozmowy o butach i ich roli w naszym życiu. A jest ona niemała, bo buty to przede wszystkim ochrona i ozdoba naszych stóp. Może dlatego mamy ich dużo. Innych potrzebujemy zimą, inne nosimy latem, co innego lubią nasze stopy na plaży, a co innego chcemy nosić w pracy. W zależności od warunków pogodowych, okazji, okoliczności, samopoczucia zakładamy inną parę obuwia. Zwłaszcza kobiety. Nic nie poradzę, prawda jest taka, że przeciętna kobieta ma większe potrzeby obuwnicze niż przeciętny mężczyzna. Jemu wystarczy zazwyczaj kilka par: buty eleganckie (do garnituru), buty wygodne (praca, spacer), buty sportowe (bieganie, rower), jasne, ciemne, klapki i koniec. Zimą jeszcze łatwiej – dwie pary i już. A my kobiety? Brązowe kozaki z futerkiem (na mrozy), czarne oficerki (na śnieg i do tej ulubionej kurtki), trekkingi na sobotnie wędrówki rodzinne, kozaki na szpilce (święta, sylwester) – a to tylko zestaw zimowy. Latem nie jest łatwiej – klapki w różnych kolorach do różnych stylizacji, balerinki (wygoda), szpilki (elegancja i pazur), sportowe (rower, bieganie), tenisówki do pracy, kalosze, i sandałki, których kolory też mają istotne znaczenie, bo przecież inne sandałki założysz do ciemnej sukienki, a inne do jasnej. Poza tym elegancko jest wtedy, gdy buty pasują do torebki. A że torebek mamy dużo – są dobierane do nastroju, pogody, stroju, okoliczności, potrzeb chwili (pakujemy tylko swoje gadżety, czy ląduje tam też portfel i telefon męża oraz syna, bo oni nie mają gdzie tego włożyć) – to i różnorodne buty do nich są potrzebne. Zależy nam na wygodzie, ale i prezencji. Dla efektu „łał” jesteśmy w stanie wcisnąć swoją stopę nawet w zbyt małe szpilki. Bo dla kobiet buty to często styl życia, ważny dodatek każdej stylizacji, a czasami jej podstawa . Tymczasem w męskim ujęciu (nie zawsze, ale często) buty to podeszwa i cholewka na niej. Dla nich ważne jest aby były wygodne. Wygoda przy temacie butów to faktycznie istotna sprawa. Kto nie miał choć raz w życiu odcisku lub nie oklejał plastrem otartego punktu na stopie? Kto to przeżył wie, że odkrycie butów, które są wygodne jest na miarę złota. Bo uwierający but popsuł już niejedno wyjście, wesele, bal. 

Buty towarzyszą nam od pierwszych dni życia. Bywa, że czasem przyszły tatuś dowiaduje się, że zostanie ojcem właśnie otrzymując od żony minibuciki, symbol oczekiwania na właściciela malutkiej nóżki.  Niektórzy rodzice trzymają z sentymentem parę bucików swoich pociech, w których postawiono pierwszy krok. Dzięki dobranemu bucikowi – słynny pantofelek – Kopciuszek stał się Księżniczką. Motyw z obcasem w tle widać także w popularnym powiedzeniu: „Jeżeli nie potrafisz kogoś zrozumieć, załóż jego buty, przejdź jego drogę, spójrz jego oczami i dopiero wtedy dokonaj oceny”. Bardzo mądre słowa. Tak łatwo przychodzi nam oceniać innych, ich postępowanie, słowa, wygląd. Zachowujemy się tak, jakbyśmy wszystko wiedzieli. A przecież wiemy tak mało, a pozory mylą. Wszystko jest mocno indywidualne, tak w życiu, jak w bucie. Możemy mieć ten sam rozmiar stopy, może nam się podobać identyczny fason i kolor butów, i kiedy je kupimy Ty będziesz zadowolona a mnie nie będzie pasował bo ma wąski nosek.

Podsumowując otrzymane wyniki badań śmiem twierdzić, że jestem mocno przeciętna pod względem posiadanego dobytku bucianego – poziom średniej krajowej. A ponieważ każdy pragnie być wyjątkowy – uprzejmie proszę, abyś odebrał jutro z paczkomatu koło Twojej pracy, kochany Mężu, moją przesyłkę o numerze, który zaraz Ci przesyłam smsem. I mam nadzieję, że będą wygodne 😉.

Z serdecznymi pozdrowieniami,

Kasia

Udostępnij: